01.04.2015

My opinion: Powinnaś im kibicować, bo...!

Powinnaś im kibicować, bo jesteś Polką.
Powinnaś im kibicować, bo to nasza reprezentacja/nasz klub/nasi zawodnicy.
Powinnaś im kibicować, bo to oni są teraz najlepsi.
Powinnaś im kibicować, bo tak należy/ tak trzeba! 
Ej! Co z ciebie za kibic?!

Serca kibica nie oszukasz.
Możesz być kibicem polskiej siatkówki, nie mieć ulubionego klubu i cieszyć się z każdych sukcesów polskich drużyn i reprezentacji. Możesz zachować całkowitą neutralność i nie wiązać się emocjonalnie z którymkolwiek z klubów. Możesz. Masz do tego pełne prawo i nikt nie powinien Ci wmówić, że to coś złego, bo tak nie jest.

Możesz kibicować naszej reprezentacji, ale równocześnie inny kraj może skraść ci serce. Możesz przeżywać dylemat, gdy twoje dwie ukochane reprezentacje grają przeciwko sobie. I to serce samo wybierze, komu będzie kibicować. Nie ma w tym nic złego, nawet jeśli nie będzie to Polska.

Możesz kibicować polskiej siatkówce, ale jednocześnie kochać jeden z klubów najmocniej na świecie. Wiernie kibicujesz naszym reprezentantom gdy grają w biało-czerwonych barwach, ale oddzielasz sezon klubowy od reprezentacyjnego. Szanujesz zawodników i przeciwne drużyny, ale twoje serce ma określone barwy i nic tego nie zmieni. Bo jesteś ze swoim klubem na dobre i na złe, i tylko jego interes cię obchodzi. To nic złego.


"Kiedy zaczynasz kibicować klubowi, nie robisz tego ze względu na trofea (...) tylko dlatego, że gdzieś tam odnalazłeś cząstkę samego siebie"



Kilka dni temu mieliśmy polsko-polski półfinał Ligi Mistrzów. PGE Skra Bełchatów przegrała z dobrze grającą Asseco Resovią. Oczywiście w internecie wrzało od różnych komentarzy.
Kibice Skry zadowoleni być nie mogli, w przeciwieństwie do fanów rzeszowian. Ale czy my (kibice Skry) powinniśmy z uśmiechem na ustach powiedzieć "jest super, bo polski zespół zagra w finale" i cieszyć się z tego? Czy kibice Asseco Resovii nie mieli prawa się cieszyć z sukcesu swojej drużyny, tylko żałować, że tylko jedna polska drużna może zagrać w wielkim finale?

W chwili gdy twój ukochany klub przegrywa, serce zalewa ból i niewyobrażalny smutek, zwłaszcza jeśli był to mecz z gatunku "bardzo ważny". Pogratulować przeciwnikowi - jak najbardziej. Ale cieszyć się z jego zwycięstwa? Nawet jeśli to drugi polski zespół i sukces polskiej siatkówki, to w tym momencie o tym nie myślisz. Bo to w tym momencie był twój rywal. I on wygrał. A ty przegrałeś.

Następnego dnia możesz być w stanie kibicować twojemu już byłemu rywalowi, w meczu o złoto. O twoje marzenie... Możesz życzyć mu powodzenia i naprawdę chcieć, by to złoto trafiło do jego rąk. By trafiło (w tym wypadku) do Polski. Rozum podpowiada, że to jest dobre, tak powinno być. Zewsząd napływają komentarze, że to sukces, że to sukces nas wszystkich. Ale.. gdzieś tam w okolicach klatki piersiowej czujesz coś takiego...

Życzyłam drużynie z Rzeszowa powodzenia w meczu o złoto i wierzyłam, że mogą ograć rosyjski zespół. Nie oznacza to jednak, że im dzielnie kibicowałam, krzyczałam przed tv "Go Sovia", śpiewałam ich przyśpiewki, a na sobie miałam pasiaka. Nie. I nie miałam takiego obowiązku.
Moje serce wybrało Skrę i nie potrafi cieszyć się z tego, że ktoś inny spełnia moje marzenie. Nie potrafi też oddać się innemu zespołowi. Nie potrafi w kilka minut po porażce ukochanego klubu, skupić się w pełni na finałowym meczu. Bo przecież jego 'finał' skończył się kilka chwil wcześniej. Czy jest coś w tym złego? Uważam, że nie.

I przepraszam, ale nie potrafię z czystym sumieniem powiedzieć, że w czasie finału byłam Resoviakiem. Nie byłam. Byłam kibicem, który wciąż z bolącym sercem nieco obojętnie patrzał na starcie o złoto. Życzyłam Sovii bardzo dobrze, ale dla mnie finał odbył się dwie godziny wcześniej. Bo jestem kibicem Skry i tak już pozostanie.

Jak to mówią często siatkarze, nie musimy się kochać, wystarczy wzajemny szacunek. Czy to naprawdę tak dużo? Kibice Skry i Resovii zgromadzeni w berlińskiej hali pokazali, że można się szanować i wzajemnie sobie pomagać. Czy nie w tym tkwi piękno kibicowania? Piękno sportu? 

8 komentarzy:

  1. Szkoda tylko, że kibice Skry nie kibicowali tak jak Pasy. Resoviacy w meczu Skry z Berlinem skakali i śpiewali, jakby nie ważny był dla nich rywal z domowego podwórka, jakby liczył się doping polskiego klubu i zdobycia brązu! Pokazali klasę i szacunek, Skra na meczu finałowym siedziała obojętnie, bez zaangażowania, jakby z przymusu... czekam na chwilę, że i kibice Skry będą mieli taki sam dystans do meczy jak Resoviacy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że Resoviacy byli tak zaangażowani w kibicowanie Skrze, dlatego, że odwieczny rywal był gorszy. Ciekawe jakby to wyglądało, gdyby to Skra grała w finale, a Resovia o brąz, hmm ... Ale to tylko moje skromne zdanie :)

      Usuń
    2. Oczywiście miałam tu na myśli, że było im łatwiej :)

      Usuń
    3. Też uważam, że gdyby to Skra wygrała półfinał, to Resovia miałaby później o wiele gorsze humory i na pewno aż z takim zaangażowaniem nie kibicowałaby drugiej polskiej drużynie.

      Usuń
    4. Tak jak napisałam w tekście, zaraz po przegraniu tak ważnego meczu i to w taki sposób przez Twoją ukochaną drużynę naprawdę nie ma się ochotny na skakanie i kibicowanie już komukolwiek. Ja przyznaję się bez bicia, że po meczu Skry płakałam, a w meczu finałowym musiałam mocno się wysilać, by te łzy powstrzymać. Na hali nie byłam i nie widziałam jak zachowywali się kibice Skry w trakcie finałowego meczu, więc trudno mi tu oceniać. Wypada jednak przy ocenie obu grup kibiców wziąć pod uwagę to, w jakiej aktualnej sytuacji się znalazły, tak jak to napisały wyżej Snajper i Maggie. Nie mniej jednak, szacunek dla obu KK :)

      Usuń
  2. Doskonale Cię rozumiem. Nie można tak po prostu odciąć się od ukochanego klubu, jego słabości, marzeń, które odeszły, na których spełnienie trzeba czekać co najmniej następny rok. Siatkówka klubowa nigdy nie będzie jednością, nasze serca biją dla różnych barw, szanować się - jak najbardziej, ale do kochania nikt nas nie namówi. I to nie jest złe. To część sportu. Klubowego sportu.

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetny tekst, wreszcie ktoś to głośno powiedział. Przecież Resovia i Skra to kluby, które rywalizują o najwyższe trofea i to także swoi najwięksi rywale. Jeśli cały czas z kimś walczysz o coś bardzo cennego to naturalne jest, że mniej ten klub lubisz. Ja sama tak mam. Przez ostatnie lata Jastrzębie toczyło ważne pojedynki z Zaksą. I muszę się przyznać, że Zaksy bardzo nie lubię i to się pewnie nigdy nie zmieni. A wręcz jest nawet tak, że zawsze kibicuję drużynie przeciwnej. I kropka.

    OdpowiedzUsuń
  4. Jak pięknie napisane. Przy czytaniu, oglądaniu filmów czy muzyce to jest tak wiele kategorii, gatunkow , ze każdy może znalezc cos dla siebie i zdecydowanie nikt nie może nikogo zmuszać do hejtowania czy kochania danej dyscypliny. Ja za sezonem klubowym nie nadazam, dlatego nie jestem w stanie określić ulubionego klubu. Jestem Polka, wiec polskie drużyny na 1 miejscu. Oczywiście Cucine bo Gołaś i teraz Kuraś :') nigdy nie hejtowalam kibiców innych drużyn. Zawsze są dla mnie fascynujący i podziwiać jak oni okazują swoja miłość do klubu, drużyny.

    OdpowiedzUsuń

Podobne posty

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...